graniewgry

Spec Ops The Line – recenzja

Bezpardonowe akcji i wciągająca fabuła z możliwością podejmowania decyzji to główny powód, jaki miał skłonić graczy do kupna tego tytułu, który mimo wszystko jest kolejną grą typu idź przed siebie i strzelaj do wszystkiego, co się rusza. W dziele studia Yager wcielamy się w trzy osobową ekipę, która przyleciała do zniszczonego burzami piaskowymi Dubaju, w celu dowiedzenia się kto wysłał sygnał S.O.S. Według domniemań mogła to zrobić ekipa pod dowództwem pułkownika Johna Konrada. To właśnie on, pół roku wcześniej, wraz ze swoimi żołnierzami (33.dywizja) udał się do miasta w celu pomocy militarnej. Niestety, słuch po nich zaginął.

My czyli Martin Wakler wspólnie z dwójką towarzyszy musimy dostać się do miasta i rozwiązać całą tę zagadkę. Teoretycznie sprawa jest prosta, ale już na samym początku widać, że coś tu jest nie tak. Wraki samochodów, a w środku ciała ich właścicieli zwiastują, że miasto raczej nie jest oazą spokoju. Takich obrazków będzie z biegiem wydarzeń jeszcze więcej, co potwierdzi tylko nasze przypuszczenia, a na dodatek po kilku chwilach marszu zaczynają się prawdziwe schody w postaci wrogich jednostek, które zaczynają do nas strzelać z każdego rogu. Tym samym ponownie otrzymujemy bieganie z bronią i strzelanie znane z innych tego typu produkcji. Wydaje się to nudne, a jednak takie uśpienie wykorzystali twórcy. W kilku bowiem momentach robią naprawdę ciekawe zwroty akcji, których próżno szukać w grach tego typu. Decyzje trzeba podejmować szybko – czy zabić kogoś czy nie, pojawiają się również różnice zdań w zespole, a to wszystko odbywa się w ferworze walki. To nie Mass Effect gdzie mamy czas na podjęcie decyzji. Tutaj trzeba reagować szybko i chociaż nie ma aż tylu sekwencji wyboru, to jednak fabuła potrafi wkręcić człowieka w psychikę żołnierza, co przekłada się na silne emocje i związanie z bohaterem. To chyba właśnie za to dziękuję studiu Yager, gdyż w dzisiejszych czasach próżno szukać tytułów, o tej tematyce, z tak rozwiniętym pierwiastkiem psychologicznym.

Miło również, że w przerywnikach filmowych oddano trud, jaki wkładają w swoje działania żołnierze z zespołu. Ich twarze stają się coraz bardziej umorusane, a na ciele widać otarcia. Do tego dochodzi jeszcze przyzwoita gra aktorska i odpowiednie najazdy kamer na poszczególne postacie. Ma się wrażenie, jakby to był film, w którym to my jesteśmy głównym bohaterem. Jednak w tej całej wciągającej, twardej i dosyć rzeczywistej historii pojawiają się pewne problemy. Nie wszystko zostaje bowiem wyjaśnione, niektóre wątki przepadają bez wieści, zakończenie jest średnie, a na domiar złego czasami nie zrozumiałe jest to, że żołnierz spadający z wysoka przeżył upadek. Z jednej strony realizm, a z drugiej taka odskocznia – dziwny zabieg.

Trzeba też zauważyć, że to scenariusz ratuje du*sko tej produkcji, gdyż tak naprawdę twórcy oddali w nasze dłonie poprawnie wykonaną grę, w której zabawa nie wyróżnia się w tłumie. Strzelanie, namierzanie, korzystanie z dobrego systemu odsłon, bieganie i tak praktycznie należy działać przez cały czas. Na tym tle produkcja niczym nie rozpieszcza. Nie inaczej jest z realizmem wystrzeliwanych pocisków. Bronie mają za mały odrzut, a więc większość pocisków wchodzi w nadchodzących wrogów jak w masełko. Cieszy jednak, że granat potrafi rozerwać przeciwnika na strzępy – dosłownie. Również nie zabrakło możliwości postrzelania sobie z działek, karabinów snajperskich czy też broni w helikopterze. Arsenał borni to klasyka i niczym się nie wyróżnia od pozostałych gier tego typu.

Ciekawym rozwiązaniem mogły być elementy taktyki wprowadzone do gry. Mamy więc możliwość wydania polecania naszym towarzyszom, gdzie mają strzelać, ale niestety ci często chybiają. Chłopaki również gubią się podczas większych zadym i wtedy tak na dobrą sprawę lepiej samemu wykonać egzekucję niż czekać na nich. A skoro już padło magiczne słowo „egzekucja” to warto dodać, że kiedy przeciwnika tylko postrzelimy, to przechodząc obok niego mamy możliwość dobicia go. Oczywiści Gears of War to nie jest, ale występuje możliwość skręcenia karku czy wystrzelania kuli prosto w głowę. Wracając jednak do działań zespołowych. To niestety tylko to rozwiązanie taktyczne zaserwował nam producent – szkoda, gdyż dodatek mógłby być bardziej rozwinięty. Na uwagę zasługuje jeszcze to, że nasi kompani nie są nieśmiertelni. Jeśli dostaną liczne obrażenia to będziemy musieli ich ratować – specjalna strzykawka, jeśli nie zrobimy tego w danym czasie to niestety kończymy zabawę. Szkoda tylko, że nie działa to na nas. Jeśli my otrzymamy zbyt dużą liczbę kul to giniemy od razu.

Chociaż na razie Spec Ops: The Line prezentuje się niczego sobie to niestety przyszła pora ponarzekać. Przede wszystkim szkoda, że tak rozległe tereny, jakie oferuję Dubaj, nie zostały wykorzystane na mniej liniowy charakter gry. Cały czas musimy iść wyznaczoną przez twórców ścieżką, a to sprawia, że raz możemy przeskoczyć przez biurko, a innym razem już nie. Takie dziwne ograniczenia są tutaj na porządku dziennym. Z drugiej strony też nie jest lepiej. Czasem można wystąpić przed szereg i w inny sposób zaatakować przeciwnika. Jednak w takich sytuacjach AI wrogów nie wie co robić. Stojący obok mnie oponent nie strzelał tylko się dziwnie patrzył.

Grafika również nie jest rewelacyjna, a gra chodziła bez problemu na laptopy poleasingowe Kraków. Czasami coś doczytuje się przed nosem, niektóre postacie są kanciaste i zdarza się im przenikane. Z drugiej strony świetnie wyglądają burze piaskowe, widoczne w tle budynki Dubaju również prezentują się okazale. Podoba mi się również pomysł z tym, że rzucając grant w piasek ten powoduje chwilowe podniesienie sie pyłu, co jest kilkusekundową osłoną na ewentualne ukrycie się przed kolejną partią wrogów nadbiegającą z naprzeciwka. Efektowne też jest rozbijanie szyb, z których wysypuje się piasek na naszych przeciwników.

Dźwięk jest przyzwoity wystrzelone kule świszczą mi w uszach do tej pory, a muzyka pojawiająca się w tle oddaje klimat poszczególnych lokacji. Nic dodać, nic ująć, jest po prostu dobrze w tej kwestii.

Spec Ops: The Line to zabawa na 6-7 godzin nie jest to długo, nie jest też najgorzej. Z jednej strony otrzymujemy tytuł z przyzwoitym wątkiem fabularnym, który daje możliwość poczucia się jak żołnierz. Z drugiej liczne uproszczeni techniczne i błędy psują efekt końcowy. Tytuł ma mocne plusy, ale też spore minusy i chociaż sam się w niego wciągnąłem to musicie sobie odpowiedzieć, czy graliście już we wszystkie wspaniałe tytuły, które pojawiły się w pierwszej połowie tego roku. Jeśli nie to zostawcie Spec Ops: The Line i pomaszerujcie do sklepu po tamte produkcje. Tytuł jest bowiem dla osób, które w „sezonie ogórkowym” nie mają w co grać, a nie chcą też kupować słabych produkcji. To po prostu dobry kawałek softu.

Ocean: 7,5/10

Plusy:

+ Fabuła

+ Klimat

+ Podejmowanie decyzji

+ Zniszczony Dubaj

+ Element taktyczny…

Minusy:

– …szkoda, że tylko jeden

– Czasami grafika

– Problemy techniczne

– Mała ilość wyborów

– Słabe AI wrogów

More about admin

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close